Sprawa sampli w juesej została uregulowana już dawno temu (nie twierdzę, że popieram rozwiązanie - "jest hajs, możecie sobie samplować" - bo wbijałbym tym poglądem samemu sobie gwóźdź w nogę). Sam Biz Markie mając problemy z wytwórniami szczekającymi o swoje dwa talarki z powodu użytych na płycie sampli stanął w obliczu zapaści, to też swoją następną płytę nazwał... "All Samples Cleared". W ramach ciekawostki - min. czyszczeniem sampli zajmował się gorący Red podczas swojej pracy w Def Jamie jak to zarzekał się podczas jednego z wywiadów (bodajże dla lookr.tv).
Jakiś czas temu wściekłym tenorem potępienia dla samplingu popisał się pan Krzesimir Dębski. W wywiadzie dla "Wprost" wprost wylał kipiącą magmę bólu z wulkanu artystycznego ego. Nasuwa się refleksja. Gdyby tą opinię podzielał każdy kompozytor/twórca/autor/artysta (kto jak tam woli żeby na niego mówiono) i do tego z pełną premedytacją i stosem płyt biegł do sądu robić dym, mielibyśmy do czynienia z paraliżem w muzyce na skalę znacznie większą niż ostatni wyczyn Islandzkiego wulkanu. Połowa płyt musiała by zniknąć z półek. To jak z niechęcią do dystrybucji muzyki w mp3 - negowanie czegoś, co tak naprawdę jest nieuchronne.
Macki vendetty musiały dotknąć jednak nas wszystkich. Podczas scenicznych występów pan Krzesimir rzuca prawdziwym panczlajnem w stronę "podobno tak moralnych" producentów wykorzystujących jego sample, w pewnym momencie utworu robiąc loop z kilku taktów i powtarzając go kilkukrotnie. Diss za dissem za dissem diss.
Noc także przestała być spokojna i głucha dla Stana Borysa, gdy to rozległ się jego ukryty w mieście krzyk - "Okradają mnie!". Nie pamiętam już jaki finał miała potyczka z Peją. Często jednak cała wija kończy się wypiciem wspólnej flaszki i ugodą - jak w przypadku remixu Ajrona na płycie Pezeta i Noona. Nie wiem jaki był kompromis, czy komuś ktoś płacił czy jak tam. Takie rozwiązanie wydaje mi się jednak najbardziej ludzkie - usiąść, przedstawić swoje racje, objaśnić niektóre kwestie. Przy okazji - polecam serdecznie okładkę płyty zespołu Fatum pt. "MANIA SZYBKOŚCI" (!) z której to Ajron pociął głos wokalisty - dała nam niezwykle dużo radości.

Najistotniejszym punktem tego całego wywodu jest to, że nie miałbym pojęcia kim pan Krzesimir Dębski w ogóle jest, gdyby ktoś nie "PIRATOWAŁ" (heh) jego kompozycji. Przepraszam - zapętlał dwa i osiemdziesiątych taktu i nazywał to swoją produkcją. A to, że już ja wiem od tego momentu - oraz spore grono innych słuchaczy w moim wieku, jest chyba istotniejsze niż wszystkie materialne żonglerki.

